wydrukuj poleć znajomym zamów materiały
Od ilu lat pracuje Pani/Pan na różnych stanowiskach menedżerskich:

powyżej 20 lat
powyżej 15 lat
powyżej 10 lat
powyżej 5 lat
poniżej 5 lat
jeszcze nie byłam/-em menedżerem
nie chcę być menedżerem


Subskrypcja najnowszych ofert pracy





Nasi partnerzy:

rp.pl
gazeta.pl
onet.pl
interia.pl
wp.pl

Prywatne życie hut, banku, elektrowni i tepsy 2009.12.30

Kiedy je sprzedawano, kontrowersjom nie było końca. Część polityków darła szaty i mówiła o "wyprzedaży sreber rodowych". Inni straszyli rychłym upadkiem prywatyzowanych kolosów. Co teraz dzieje się z wielkimi polskimi firmami sprywatyzowanymi w ostatnich kilkunastu latach?

ArcelorMittal Corporate Center w Luksemburgu
Foto: ArcelorMittal
 
Kiedy je sprzedawano, kontrowersjom nie było końca.
Część polityków darła szaty i mówiła o "wyprzedaży sreber rodowych". Inni straszyli rychłym upadkiem prywatyzowanych kolosów.

Co teraz dzieje się z wielkimi polskimi firmami sprywatyzowanymi w ostatnich kilkunastu latach?

Dziś w hutach w Dąbrowie Górniczej, Krakowie, Sosnowcu i Świętochłowicach już mało kto pamięta o blokadach kont, zajęciach komorniczych, wyłączeniach prądu i braku rudy.
Na początku poprzedniej dekady nad hutami - wtedy należącymi do państwowego koncernu Polskie Huty Stali (PHS) - wisiała groźba upadłości.
Firma miała 5 mld zł zadłużenia i bardzo niepewne perspektywy na rynku stali.
Huty coraz gorzej radziły sobie z konkurencją.

 
 
Sytuacja zmieniła się, gdy koncernem zainteresował się Lakshmi Niwas Mittal, hinduski miliarder z brytyjskim paszportem.
Skarb państwa sprzedał mu akcje PHS tylko za 6 mln zł, ale w zamian Mittal za połowę wartości odkupił od państwowych przedsiębiorstw dług PHS wynoszący 1,7 mld zł oraz zobowiązał się do dokapitalizowania koncernu 800 mln zł i przeprowadzenia w hutach inwestycji wartych ponad 2 mld zł.
W walce o polskie huty Mittal pokonał amerykański US Steel.
To była największa prywatyzacja 2003 roku.

Dziś ArcelorMittal (w 2006 roku doszło do fuzji europejskiego Arcelora z Mittal Steel) nadal jest największym producentem stali w Polsce, a przedstawiciele koncernu zapewniają, że skala inwestycji już dawno przerosła zamierzenia.

Tylko w ciągu ostatnich trzech lat Mittal zainwestował około 1 miliarda dolarów.
W Krakowie powstała nowoczesna walcownia, w Dąbrowie Górniczej wielki piec, a w Sosnowcu i Świętochłowicach linie do produkcji blach powlekanych.

- Zrobiliśmy dużo więcej niż to, do czego zobowiązywała nas umowa prywatyzacyjna. Na przykład w Krakowie mieliśmy remontować 50-letnią walcownię, ale woleliśmy wybudować nową - mówi Łukasz Cioch, dyrektor ds. komunikacji w koncernie.

Dziś krakowska walcownia należy do najnowocześniejszych na świecie.

Cioch zapewnia, że udała się też restrukturyzacja zatrudnienia.
W momencie przejmowania PHS w hutach pracowało ponad 15 tysięcy pracowników.
Dziś o 5 tysięcy mniej. Koncern wypełnił tym samym umowę, jaką zawarł z Komisją Europejską (na restrukturyzację polskich hut przeznaczona została pomoc publiczna), że do końca 2009 roku zatrudnienie spadnie do 10 tys. 411 osób.
Zgodnie z pakietem socjalnym żaden z hutników nie został wyrzucony na bruk.
Większość skorzystała z tzw. pakietów dobrowolnych odejść gwarantujących wysokie odprawy - od 100 do 180 tys. zł.

Przed prywatyzacją największym polskim hutom groziło bankructwo. Arcelor Mittal zainwestował w polskie zakłady 1 mld dolarów.
Źródło: Gazeta Wyborcza
 
W 2006 roku koncern dogadał się też z 7 tys. pracowników spółek zależnych i im także dał gwarancję zatrudnienia do końca 2009 roku. Ustalono, że w przypadku zwolnienia pracownicy też dostaną odprawy - średnie miesięczne wynagrodzenie pomnożone przez liczbę miesięcy do końca gwarancji. Średnio 90 tys. zł brutto.

Nie wszyscy związkowcy zaakceptowali jednak właścicieli ArcelorMittal.
Niektórzy do dziś nazywają sprzedaż PHS "zmarnowaną prywatyzacją".

- Owszem, Mittal zainwestował w huty, ale co z tego, skoro dziś produkują one na 40 proc. swych możliwości? - mówi Jerzy Goiński, szef "Solidarności".
Przekonuje, że winny jest nie tylko kryzys na rynku stali, ale i polityka koncernu, który - jak twierdzi Goiński - rozwija huty w Europie Zachodniej kosztem polskich zakładów.


Włosi na bank


Podobne oskarżenia dziś padają także pod adresem włoskiej grupy bankowej UniCredit.
W połowie 1999 roku kupiła ona kontrolny pakiet akcji Pekao SA, drugiego (po państwowym PKO BP) banku w Polsce.

- Za psie pieniądze! - twierdzą krytycy transakcji.

Bo choć to była jedna z największych transakcji w historii warszawskiej giełdy, dziś suma wydaje się niewielka.
Za 52 procent akcji Banku Pekao konsorcjum włoskiej grupy bankowej UniCredito Italiano oraz niemieckiego Allianz zapłaciło resortowi skarbu 4,24 mld zł.
Wtedy była to równowartość ponad 1 miliarda dolarów.

 
 
Porównując tę kwotę choćby do 3,5 mld zł zysku Pekao SA za ubiegły rok, można uznać, że Włosi zrobili interes życia.
Tyle tylko, że w 1999 roku sytuacja była zupełnie inna. Tuż przed prywatyzacją zysk netto Pekao wynosił ledwie... 171,5 mln zł.

Dochodem ze sprzedaży kontrolnego pakietu akcji Pekao resort finansów miał załatać rosnącą w zastraszającym tempie dziurę budżetową. W połowie 1999 roku wynosiła ona prawie 12 mld zł. Wówczas było to 90 proc. deficytu planowanego na cały 1999 rok.

Jerzy Kropiwnicki, ówczesny szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, straszył, że Ministerstwo Finansów będzie musiało zwiększyć emisję obligacji, zapożyczając się za granicą. A Dariusz Rosati - wówczas członek Rady Polityki Pieniężnej - zapowiadał, że przekroczenie zakładanego deficytu budżetowego grozi podwyżką stóp procentowych i wysoką inflacją.

Kiedy udało się dobić targu z Włochami i Niemcami w sprawie Pekao, Ministerstwo Finansów z ulgą mogło odwołać ratunkowe emisje czterotygodniowych bonów skarbowych o wartości 2 mld zł.

UniCredito i Allianz kupiły Pekao w najlepszej możliwej chwili. Polskie banki tkwiły wtedy w kryzysie i uginały się pod ciężarem złych kredytów.

Nowi właściciele zdołali postawić bank na nogi.
Już w 2000 roku jego zysk netto wzrósł do 795 mln zł, a w kolejnym roku osiągnął 1,25 mld zł.
Włosi szybko odkupili akcje od Niemców, a w 2009 roku odkupili też od państwa kilkuprocentową resztówkę (znów przynosząc państwu miliardowy dochód).
Dziś kontrolują 59 procent akcji Pekao. Pozostałe są w rękach funduszy inwestycyjnych, emerytalnych i rozproszonych inwestorów giełdowych.

Czy prywatyzacja odmieniła oblicze Pekao?

Takie stwierdzenie byłoby przesadą. Bank wciąż ma w logo legendarnego żubra i wciąż zajmuje drugą pozycję na rynku. Ale wszyscy, którzy pamiętają "stare" Pekao, przyznają, że pod rządami Włochów bank nauczył się szanowania każdej złotówki.
Pracownicy dostali do realizacji plany sprzedażowe.
Jeden z dyrektorów regionalnych w nieoficjalnej rozmowie mówi, że zanim Włosi przykręcili śrubę, wszystko "działo się wolniej".
UniCredit (bo tak dziś nazywa się włoska grupa) w całej Europie jest znany z tego, że w przejmowanych przez siebie bankach - a ma ich kilkanaście - wdraża końską kurację oszczędnościową.
Pekao nie było wyjątkiem.

 
 
Na efekty nie trzeba było długo czekać.
Dziś bank należy do najbardziej efektywnych na rynku.
W 2000 roku na jedną akcję Pekao przypadał zysk o wartości 4,8 zł, teraz jest to 12,75 zł.

UniCredit od początku wziął się do porządkowania finansów Pekao i do dziś ma duży wpływ na zarządzanie bankiem.
Na czele banku stanął co prawda Polak, były premier Jan Krzysztof Bielecki, ale przez długie lata "drugim po Bogu" był dyrektor generalny Luigi Lovaglio. I niektórzy mówili, że to on faktycznie rządził bankiem.

Teraz zresztą, gdy odejście prezesa Bieleckiego jest już zapowiedziane, Włosi mogą zdecydować się przejąć pełną kontrolę.

Od czasu prywatyzacji, m.in. dzięki pieniądzom wpompowanym przez UniCredit w rozwój Pekao (choć w dużej mierze również dzięki ogólnemu rozwojowi gospodarki), bank urósł dwu- albo czterokrotnie (zależy, jak ten rozwój mierzyć).
Jeszcze w 2000 roku jego portfel kredytów był wart 27 mld zł, dziś - 82,5 mld zł.
Depozytów Pekao miał 46 mld zł, teraz 91 mld zł.
Przed dziewięcioma laty majątek Pekao był wart niecałe 70 mld zł, dziś jest to 135 mld zł. Dziś Pekao ma 5 mln klientów, prowadzi 3,2 mln kont osobistych, obsługuje ponad 250 tys. małych i średnich przedsiębiorstw oraz ponad 15 tys. dużych firm.
Jest największym bankiem w Europie Środkowo-Wschodniej pod względem wartości rynkowej.

Nie można więc powiedzieć, że Włosi "srebra rodowe" zmarnowali.



Telefon z Paryża


Sprzedaż Telekomunikacji Polskiej - największa prywatyzacja w historii RP - też była przede wszystkim sposobem na ratowanie budżetu.

 
 
Gdy w 2000 roku konsorcjum France Telecom - Kulczyk Holding kupiło 25 proc. akcji, skarb państwa dostał zastrzyk wart 18,6 mld zł.
W 2001 roku udział konsorcjum wzrósł do 47,5 proc., co dało kolejne 3,8 mld zł.
Taki przypływ gotówki bardzo pomógł rządowi Jerzego Buzka konstruować budżet.

Kłopot w tym, że tam gdzie budżet państwa zyskiwał, tam gospodarka jako całość mogła stracić.

- Zdecydowana większość pracy regulatora rynku w ostatnich latach, zakończona niedawno umową między Urzędem Komunikacji Elektronicznej a TP SA, to próba naprawienia niektórych skutków tej prywatyzacji - mówi wprost prezes UKE Anna Streżyńska.

Podstawowym błędem było jej zdaniem sprzedanie nie tylko operatora detalicznego, ale także należącej do niego infrastruktury, czyli kabli.
Zamiast sprzedawać wszystko, należało raczej wydzielić część "hurtową" operatora i sprzedać ją innemu inwestorowi, niezależnemu od France Telecom.

 
 
- Taki inwestor utrzymywałby i rozbudowałby infrastrukturę, udostępniając ją wszystkim chętnym, co znacząco przyspieszyłoby proces budowania konkurencyjnego rynku telekomunikacyjnego w Polsce - tłumaczy "Gazecie" Streżyńska.
- Inna sprawa, że to właśnie infrastruktura była najważniejszym składnikiem majątku TP i pewnie bez niej nie udałoby się osiągnąć zasadniczego celu, jakim było otrzymanie wysokiej ceny - przyznaje.

Maciej Witucki, dzisiejszy prezes Telekomunikacji Polskiej, przekonuje jednak, że prywatyzacja "Tepsy" miała też swoje dobre strony (oprócz wpływów do budżetu):
- Pozwoliła zmienić firmę w nowoczesnego europejskiego operatora. Dzięki dostępowi do wiedzy i doświadczenia strategicznego inwestora wprowadziliśmy nowoczesne zarządzanie, nowe produkty i usługi oraz poszerzyliśmy zakres działalności - zapewnia Witucki.
Jego zdaniem bez prywatyzacji firma mogłaby nadal funkcjonować, ale na pewno nie tak efektywnie jak dziś.

Efektywność oznaczała także zwolnienia. I to potężne.

- Większość firm, które zostały sprywatyzowane, wymagała restrukturyzacji zatrudnienia, podobnie było w TP. Od chwili prywatyzacji zatrudnienie spadło o kilkadziesiąt tysięcy, ale ten nieunikniony proces zawsze odbywał się z dbałością o losy pracowników. Specjalnie dla nich powstały projekty, jak np. "Praca za pracownika", w którym firmy zewnętrzne przejmowały naszych pracowników w zamian za realizację prac dla TP. Jednocześnie nasi pracownicy uzyskali dostęp do nowoczesnych szkoleń, także w ramach Grupy France Telecom - przekonuje Witucki.


Ciepło i prąd od prywatnego


Elektrociepłownie Warszawskie zostały sprywatyzowane w 2000 roku.
Za 55 proc. akcji Ministerstwo Skarbu dostało od szwedzkiego koncernu Vattenfall 959,5 mln zł.
Już wtedy Elektrociepłownie Warszawskie były największym wytwórcą ciepła w naszym kraju (i jednocześnie liczącym się producentem energii elektrycznej).
Spółka jest właścicielem czterech ciepłowni: na warszawskim Żeraniu i Siekierkach oraz w Kawęczynie i Pruszkowie.
W chwili sprzedaży zatrudniała 4,2 tys. ludzi.

 
 
Nowy właściciel bardzo szybko zmienił nazwę na Vattenfall Heat Poland.
Ale nie tylko to się zmieniło.
Od czasu prywatyzacji Vattenfall zainwestował w elektrociepłownie ponad 600 mln dolarów - dwa razy więcej, niż zakładała umowa prywatyzacyjna.

Kończy się budowa nowego bloku na Siekierkach. I tak jak w każdej prywatyzowanej spółce energetycznej dziś pracuje tam mniej ludzi niż "na państwowym".
Zatrudnienie spadło do 1,2 tys. osób.

Elektrociepłownia Kawęczyn. Jeden z pięciu zakładów należących do Vattenfall Heat Poland, zlokalizowany na terenie Warszawy. Vattenfall Heat Poland produkuje energię elektryczną i ciepło, jest jednym z największych wytwórców ciepła w Europie.
Foto: Vattenfall Heat Poland
 
- Część usług przekazaliśmy w outsourcing firmom, do których poszli zwalniani pracownicy - mówi Paweł Smoleń, prezes Vattenfall Heat Poland.
- Przez pierwsze dwa lata mieli pierwszeństwo, potem ich firmy musiały normalnie stawać do przetargów. Jedni wygrywali, inni przegrywali.

Przeprowadzona z głową restrukturyzacja sprawiła, że Vattenfall Heat - podobnie zresztą jak inni prywatni wytwórcy prądu i ciepła, np. elektrociepłownia Będzin (należąca do niemieckiej grupy RWE) czy elektrociepłownia Kraków (kupiona przez francuski EDF), produkuje dziś ciepło po cenach sporo niższych od średniej krajowej.

Wzrosła za to średnia pensja - z 4,2 tys. zł w 1999 roku do 6,5 tys. zł obecnie.
Wielu pracownikom to jednak nie wystarcza.
- Uważają, że mają za małe wynagrodzenia. Mimo że chyba największe w branży. Normalka - śmieje się Smoleń.


Tomasz Głogowski, Przemysław Poznański, Maciej Samcik, Rafał Zasuń

27.12.2009


 
 

Źródło: Gazeta Wyborcza


http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,7394256,Prywatne_zy-cie_hut__banku__elektrowni_i_tepsy.html

 



ASTROMAN magazine


wydrukuj ten artykuł
  strona: 1 z 1
polecamy artykuły
Selena Group - increase of net profit in the very first quarter of 2019
IBM: Major Ocean Carriers CMA CGM and MSC to Join TradeLens Blockchain-Enabled Digital Shipping Platform
deepsense.ai: A comprehensive guide to demand forecasting with machine learning
Wojciech Kostrzewa nowym Prezesem Polskiej Rady Biznesu
Uroczysta Gala Nagrody Polskiej Rady Biznesu 2019
SpaceX launched 60 Starlink satellites from Space Launch Complex 40 at Cape Canaveral Air Force Station, Florida
ImpactCEE 2019: Danubia NanoTech wins the PowerUp! Grand Final 2019
Panasonic Launches Comprehensive Showroom for Residential Materials such as Kitchens in India
HPE to acquire supercomputing leader Cray. Combined Company Will Drive Next Generation of High Performance Computing
Lilium reveals new air taxi as it celebrates maiden flight
SIEMENS "Local" data processing - Edge Computing simplifies data processing in intelligent factory Amberg
Anno Borkowsky appointed to the LANXESS Board of Management
Application phase for the seventh BASF and Volkswagen "Science Award Electrochemistry" has begun
Selena Group: Tytan mounting foams of the new generation speed up the installation of doors and windows
Prestiżowe tytuły "Inwestor bez granic" przyznane podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego
strona główna  |  oferty pracy  |  executive search  |  ochrona prywatności  |  warunki używania  |  kontakt     RSS feed subskrypcja RSS
Copyright ASTROMAN © 1995-2026. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: TAU CETI.