Praca w biurze nie musi być męcząca.
Pomaluj ściany na kolorowo, zrób sobie oddzielne strefy do pracy i wypoczynku - zachęcali szefowie
Unilevera.
Najbardziej charakterystyczną cechą przyjaznego biura są jego barwy - kolory żywe, ale nieagresywne.
Pracownicy pokazują swoje pokoje.
Są pastelowe i przyjazne, z akcentami świeżego oranżu, soczystej zieleni i uspokajającego błękitu. Zamiast tradycyjnej zimnej śnieżnej bieli tak często spotykanej w wielu firmach zastosowali
ciepły kolor écru.
Zarząd firmy dał pracownikom wolną rękę.
Powiedział: zróbcie, co chcecie.
Rola szefów ograniczyła się tylko do wyboru lokalizacji biura i akceptacji kosztorysów.
Wszelkie koncepcje wnętrz opracował 12-osobowy zespół pracowników firmy.
- Nowe biuro stało się spójne z naszym motto: witalnością - śmieje się
Grażyna Rzehak, dyrektor HR Unilevera i członkini zarządu.
- Mamy młody, dynamiczny zespół, gdzie średnia wieku menedżera to zaledwie 34 lata. Osoby te intensywnie pracują, ale z podobną żywiołowością chcą korzystać z życia. Dlatego chcieliśmy, aby sami zadecydowali, jak ma wyglądać ich miejsce pracy - dodaje.
Do pomocy pracownikom zatrudniono wyspecjalizowaną firmę.
Projektanci przekładali na język architektury pomysły pracowników.
Jednym z nich było oznaczenie sal konferencyjnych nazwami polskich miast.
Teraz spotykają się m.in. w
Gdańsku, Wrocławiu czy
Zakopanem.
Pierwsze prace zaczęły się w październiku 2008 roku.
Pracownicy spotykali się dwa razy w tygodniu, niektórzy - i to z własnej woli - przychodzili do firmy również w weekendy.
Teraz właściwie już kończy się wyposażanie wnętrz.
Nowe biuro
Unilevera znajduje się
na piątym i szóstym piętrze nowoczesnego kompleksu biurowego na warszawskim
Mokotowie.
Piętra łączą wewnętrzne schody.
Przestrzeń podzielono na trzy strefy - pracy, relaksu i zabawy.
Wszystkie są jasno oświetlone.
Pierwsza i największa część to
open space, w którym pracują pracownicy wszystkich szczebli.
Kilka niewielkich gabinetów przeznaczono na biura członków zarządu.
Wprowadzono również elementy humorystyczne.
Aby praca była efektywna i komfortowa, na biurkach pojawiły się karykatury przedstawiające kilka zasad zachowania w open space.
Na strefę relaksu - tzw.
cool zone - składa się m.in.
sala zen.
Jest utrzymana w orientalnej stylistyce i służy głębokiemu relaksowi w czasie przerw.
W odpoczynku ma pomóc szum wody z miniwodospadu w pomieszczeniu.
Są tam też rośliny i wygodne wiklinowe fotele na wysypanej kamykami posadzce.
Relaks zapewnia też
biblioteka w stylu wiktoriańskim.
Obok książek można wypożyczyć filmy czy muzykę.
Co ciekawe, w większości pomieszczeń można pracować.
Wystarczy przynieść laptopa.
Jednak to nie wszystko.
W firmie mają kilka ulubionych miejsc do pracy.
W cieplejsze dni są to rozległe
tarasy na szóstym piętrze biurowca.
Gdy za oknem jest szaruga, popularnym miejscem spotkań są
cztery kuchnie - Jazz, Laboratorium, Rasta, Rock - utrzymane w różnorodnej stylistyce, a także przestronna kantyna.
Pracownicy pomyśleli również o aktywnym odpoczynku po pracy.
To
play zone, pomieszczenie o undergroundowym charakterze pokryte
graffiti, w którym można pograć w gry interaktywne.
Jaki jest efekt tych przemian?
- Widzimy większe zadowolenie u naszych pracowników - mówi
Grażyna Rzehak.
- Mają teraz częstszy i lepszy kontakt ze sobą.
Potwierdzają to pracownicy.
- Nowe biuro jest ładniejsze niż dotychczasowe i wzbudza podziw naszych gości - mówi
Kamila Karasiewicz.
- Chętnie spotykamy się zarówno w strefie relaksu, zabawy, jak i przy gęsto rozmieszczonych "
wyspach kawowych", gdzie możemy napić się czegoś ciepłego - mówią inni menedżerowie.
Są również i inne wymierne zyski tej zmiany.
Przede wszystkim zaoszczędzono na dojazdach na spotkania.
Teraz odbywają się one w biurze.
Poza tym pracownicy przestali zabierać pracę do domu.
W ostatnich dnia firma prowadziła rekrutację na stanowiska menedżerskie.
Zaproszone osoby niezależnie od siebie przyznały, że wygląd biura mógłby być powodem do zmiany pracy.
Dariusz Brzostek
09.12.2009
http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90439,7338295,Zaprojekto-wali_swoje_biuro.html