 |
|
Sylwester Cacek
Foto: Małgorzata Kujawka / AG
|
| |
Sylwester Cacek, kiedyś nauczyciel zajęć praktyczno-technicznych, dziś rentier.
Wpada ze Szwajcarii, by ratować firmy - klub piłkarski
Widzew, sieć restauracji
Sphinx oraz odzieżowy
Redan.
Ekstrawaganckie hobby?
Przyjacielska przysługa?
Nic z tych rzeczy.
- Cacek chce podobno zainwestować w
Monnari - ta plotka powtarzana przez giełdowych inwestorów podbiła kurs akcji tej odzieżowej spółki prawie o 35 procent.
To bardzo dużo zważywszy, że w sądzie leży już wniosek o upadłość Monnari.
Marek Banasiak, prezes
Monnari Trade:
- Rozmawiamy z kilkoma inwestorami. Żaden nie wydał zgody na ujawnienie informacji. Nic więcej nie mogę powiedzieć.
Sylwester Cacek też milczy.
Dlaczego inwestorzy uwierzyli w ratunek Cacka?
Kupił bank, bo ludzie nie mieli na telewizory
Jest jednym z założycieli grupy kapitałowej
Dominet S.A., do której należał
Dominet Bank. Przed dwoma laty sprzedał bank belgijskiej grupie
Fortis za blisko 500 mln zł.
Od tego czasu jest rentierem.
W setce najbogatszych Polaków "
Wprost" i "
Forbes" z majątkiem szacowanym na 400 mln zł.
Mieszka w Szwajcarii. W Polsce bywa kilka dni w miesiącu.
Absolwent Wojskowej Akademii Technicznej.
Podstawy fortuny zaczął budować 20 lat temu w rodzinnym Piasecznie.
Tam mieszkał i uczył w szkole zajęć praktyczno-technicznych.
Prowadził też hufiec harcerski.
Za zarobione na Zachodzie 5 tysięcy dolarów założył z żoną (też nauczycielką) w 1989 roku sklep z zabawkami. Potem były sklepy z odzieżą i sprzętem RTV.
Cackowie zauważyli, że sprzedaż telewizorów byłaby większa, gdyby ludziom nie brakowało pieniędzy. Zaczęli więc pośredniczyć w udzielaniu kredytów. Szybko rozszerzyli działalność o kredyty samochodowe.
Pod koniec lat 90. kupili
Cuprum Bank od Banku Handlowego i KGHM Polska Miedź.
Tak zdobyli licencję bankową i mogli sami udzielać kredytów.
Zmienili szyld na
Dominet Bank.
Sławomir Lachowski, twórca
mBanku i
MultiBanku (łodzianin, zna Cacka od 15 lat):
- Sprzedaż kredytów to ważna rzecz, ale wciąż tylko część łańcucha biznesu. Cacek chciał panować nad wszystkimi ogniwami tego łańcucha. Dlatego kupił upadający bank i przeniósł do niego najlepsze doświadczenie ze sprzedaży - bezpośredni kontakt z klientem. Szanuję go właśnie za to, że stworzył coś dużego od zera. Odniósł sukces, ale wciąż miał oczy otwarte.
Klub to firma, której klienci są kibicami
Dziś te rozwiązania wprowadza w Widzewie.
Głównym udziałowcem jednego z najbardziej znanych klubów piłkarskich w Polsce został w połowie 2007 roku.
Za 76 procent udziałów zapłacił niecałe 10 mln zł.
- To milowy krok w historii klubu - cieszył się
Zbigniew Boniek, wieloletni piłkarz klubu.
Cacek zapowiadał:
- Nie wszedłem do Widzewa, żeby od razu zarabiać. Chcę stworzyć coś wielkiego, o czym kiedyś będzie się pisać książki.
Powitalną konferencję zorganizował w
Teatrze Nowym w Łodzi. Przyznał, że widzewiakiem nie jest, a zostanie nim, gdy coś dla klubu zrobi.
- Oprócz Widzewa kibicuję też Legii Warszawa - powiedział w łódzkim klubie dżentelmenów.
- Gotowała się w nas krew - wspominają uczestnicy spotkania. - Ale przekonał nas do siebie.
Cacek włączył laptopa.
-
Widzew ma dziś 2 miliony kibiców w Polsce, za pięć lat będzie miał 8 milionów - mówił, powołując się na dane od firm badających rynek.
- Widzę klub jako firmę, która wyrobi sobie markę, będzie odnosić sukcesy i świadczyć najwyższej jakości usługi swoim klientom, czyli kibicom.
Wcześniej Cacek miał na celowniku
Górnik Zabrze.
Chciał włożyć w klub kilkanaście milionów. Ale informacje o trzymanej w ścisłej tajemnicy transakcji przedostały się do mediów. Cacek się wycofał.
Nie ma zaufania do mediów, nie lubi być krytykowany.
Dla dziennikarzy organizuje śniadania prasowe. Gdy jeden komentator napisał krytyczny tekst, nie dostaje już zaproszeń na śniadanie.
- Podobnie było z serwisem
Widzewiak.pl. To był portal niezależny, pisał o wszystkim, co dotyczyło klubu - raz dobrze, raz źle. Dziś tylko chwali, a na stadionie mówi się, że Cacek portal kupił - mówi jeden z kibiców.
Także w biznesie lubi mieć ostatnie słowo.
Cacek lubi mieć decydujący głos, ale korzysta z rad ekspertów i zaufanych ludzi, którymi się otacza. Do rady nadzorczej Widzewa zaprosił m.in. Lachowskiego i Jana Jeżaka, profesora ekonomii z Uniwersytetu Łódzkiego.
Przyjaciół często zaprasza na zgrupowania piłkarzy.
- Klub piłkarski to nie jest jego zabawka. To biznes. Przyszliśmy, gdy był w tarapatach, teraz awansował do ekstraklasy - mówi Lachowski.
Top Secret i Chłopskie Jadło
Cacek jeszcze przed kryzysem zapowiadał, że przyjdą trudniejsze czasy, i to będzie dobry moment na inwestowanie.
Rozglądał się za jakimiś spółkami i narzekał, że na giełdzie jest mało firm, które można przejąć:
- Duża część naszych firm zostałaby wyrzucona z amerykańskiej giełdy, bo w obrocie mają za mało akcji.
Poza Widzewem postanowił wesprzeć finansowo dwie łódzkie spółki w trudnej sytuacji.
Redan - sprzedaje odzież pod markami
Troll i
Top Secret - wyemituje dla niego 6 mln akcji po cenie 2,50 zł za sztukę. Dzięki nim Cacek przejmie 22,3 procent akcji spółki.
Radosław Wiśniewski, łodzianin, dotychczasowy główny inwestor Redanu, zachowa 49,1 procent akcji, co daje mu znacznie większy wpływ na poczynania spółki
- Panowie zawarli jednak dżentelmeńską umowę, że będą wspólnie działać na zasadach partnerstwa. Oznacza to, że decyzje strategiczne dla spółki będą wypracowywać wspólnie - słyszymy w Redanie.
Pod koniec marca Cacek poratował też innego łodzianina
Tomasza Morawskiego.
Pomógł mu odzyskać kontrolę nad spółką restauracyjną
Sfinks Polska prowadzącą sieci restauracji
Sphinx i
Chłopskie Jadło.
Morawski walczył o nią z
Amrest Polska, właścicielem restauracji
Pizza Hut i
KFC.
Cacek kupił od amerykańskiego koncernu
Amrest blisko 33 procent
Sfinks Polska za 30,5 mln zł i zakończył spór o kontrolę nad firmą.
Teraz razem z Morawskim mają pakiet kontrolny spółki Sfinks.
Cacek nie stawia jednak wszystkiego na jedną kartę.
- Środki, które inwestuje, są ułamkiem tego, co posiada - ocenia
Krzysztof Stępień, główny ekonomista
Expandera.
Wszyscy rozmówcy podkreślają, że Cacek wchodzi tylko tam, gdzie ma plan i wizję rozwoju.
- Tak jak po przegranym meczu nie okazuje zdenerwowania, tak i w biznesie cierpliwie czeka na zyski - mówi
prof. Jeżak.
Czy "kryzysowe" inwestycje zagwarantują Cackowi sukces?
- Pytanie, jak długo potrwa kryzys - zastanawia się
Stępień.
- Jeżeli ożywienie nadejdzie w drugiej połowie roku, inwestycje będą opłacalne. Gdy jeszcze 2010 rok będzie ciężki, to obawiałbym się o efekt.
Izabella Adamczewska, Jarosław Bińczyk, Joanna Blewąska
Źródło: Ludzie i Pieniądze
02.06.2009
http://gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,85951,6670968,Sylwe-ster_Cacek__Kapitan_Lodzi.html