 |
|
Pet Shop Boys. Nieśmiertelni
Foto: AP / MJ Kim
|
| |
Od trzydziestu lat niepokonani królowie pop
Neil Tennant i
Chris Lowe w zeszłym miesiącu podczas ceremonii
Brit Awards odebrali nagrodę za wkład w rozwój brytyjskiej muzyki.
Ale podczas wspólnego występu z gościnnym udziałem Brandona Flowersa (The Killers) oraz z Lady Gaga chyba nie pozostawili wątpliwości, że jeszcze nie wybierają się na emeryturę.
A na albumie „
Yes” poszli z duchem czasów i zatrudnili najpopularniejszy brytyjski producencki team Xenomania. Efekt końcowy jest piorunujący – od singla „
Love Etc” z jednostajnym elektornicznym rytmem i skandowanym refrenem, przez dynamiczne „
Did You See Me Coming?” w sam raz na radiowe anteny, aż po „
The Way it Used to Be” przypominające okres „
Very”.
Album jest bardzo spójny i melodyjny, nie brakuje świeżych, aktualnych rozwiązań muzycznych, typowej melancholii i brzmień syntezatorów.
Na tym tle wyróżniają się też „
All Over the World” oparty na cytacie z „
Dziadka do orzechów” Czajkowskiego oraz „
Beautiful People” w modnym duchu lat 60., któremu hołdują Duffy czy The Last Shadow Puppets.
W tekstach dominuje uniwersalny temat miłości, łącznie z komentarzami do romansu Petera Doherty’ego i Kate Moss.
A do tego kilka aktualnych spostrzeżeń z codzienności i kolejne rozliczenia z Tonym Blairem w „
Legacy”.
Chwytliwe melodie, przystępna muzyka i inteligentny przekaz od ponad 20 lat stanowią o sile zespołu.
„Pop to sposób na przeniesienie do muzyki społecznych nastrojów – mówi Neil Tennant. – To brzmi jak socjologia? Ale trzeba słuchać głosu ulicy, umieć go zawrzeć w muzyce i puścić go na ulicy.
W tym kręgu pop jest ciągle żywy.
Bez żadnej kokieterii członkowie Pet Shop Boys mimo sprzedanych ponad 50 milionów płyt nigdy nie stracili kontaktu z rzeczywistością – nie ulegli gigantomanii U2, nie padli ofiarami kultu młodości Madonny, nie sprzedali się establishmentowi i nie pchali się na salony jak członkowie Rolling Stones czy eks-bitels Paul McCartney.
Rozpoczynając karierę w czasach kształtowania się współczesnego rynku muzyki popularnej, pozostali wierni zasadzie, że może ma ona być sposobem na przekazanie idei, tworzenia dzieł popartu, a nie tylko drogą do sukcesu i pieniędzy.
Wywodząc się z tej samej fali zespołów co Erasure, New Order czy Depeche Mode oraz twórczość Phila Spectora, tworzyli muzykę ponad podziałami, żeby docierać do jak najszerszej publiczności.
Poetyka ich tekstów pokrewna była Morrisseyowi w postrzeganiu codzienności i stosowaniu ironii.
W lewicowym duchu opisywali rozczarowanie Margaret Thatcher, konsumpcyjnym stylem życia, działali na rzecz tolerancji, a ostatnio walczyli z Bushem i Blairem.
Natomiast w sferę sztuki przenosiła ich cała oprawa wizualna, w którą byli zaangażowani m.in. Derek Jarman, Martin Parr, Bruce Weber, a nawet architekt Zaha Hadid, która przygotowała scenę do występów inspirowanych operą.
I niezależnie od epoki Pet Shop Boys zawsze pozostawali obecni w masowej świadomości.
Na fali britpopu zremiksowali przebój Blur „Girls & Boys” i nagrywali ze Suede, a od początku tej dekady współpracowali m.in. z Robbie’em Williamsem, Kylie Minogue, Madonną czy Girls Aloud.
Teraz z albumem „Yes” znów wychodzą z cienia i przypominają o tym, jaka jest prawdziwa idea muzyki pop.
Jacek Skolimowski
Dziennik.pl - 31.03.2009
http://www.dziennik.pl/kultura/muzyka/article351428/Pet_Shop_Boys_Nie-smiertelni.html