W najbardziej wysuniętych na północ regionach Rosji królują mróz, bezruch i nuda.
Góry lodowe wielkie jak domy jednorodzinne przepływają wzdłuż wybrzeży Wyspy Aleksandra. W niezwykle suchym powietrzu roznoszą się głuche odgłosy obijających się o siebie starych beczek po ropie.
Minęły już czasy, kiedy w stacji wojskowej Nagurskoje warczały silniki myśliwców.
Dziś do stacjonujących tu trzydziestu żołnierzy, szesnastu naukowców i sześciu meteorologów przylatuje jeden samolot w miesiącu.
Do dyspozycji tutejszych mieszkańców są surowe, drewniane chaty należące do Federalnej Służby Bezpieczeństwa, w których samotnie stawiają oni czoła obojętnej na ludzkie losy Arktyce.
 |
|
Niedżwiedż polarny w Arktyce
Fot. Jonathan Hayward AP
|
| |
Nagurskoje, tętniąca za czasów zimnej wojny życiem, przypominała w ostatnich latach stację-widmo, jednak we wrześniu ubiegłego roku miejscowość ta niespodziewanie stała się znów geopolitycznym centrum świata.
Spotkało się tu dwudziestu przedstawicieli rosyjskiego rządu, wśród nich również minister obrony Anatolij Sierdiukow.
Nie potrzebowali wiele czasu, aby zająć wspólne stanowisko w sprawie Arktyki.
Uznali, że region ten musi stać się strategiczną bazą surowców naturalnych Rosji.
"Jeżeli nie będziemy aktywni w tym regionie, ktoś nas po prostu stąd wyprze" - wykrzykiwał poirytowany sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji Nikołaj Patruszew.
Owa grupa mężczyzn trzymających w rękach całą rosyjską władzę postanowiła opracować kompleksową strategię zagospodarowania Arktyki do 2020 roku.
Jeszcze w tym tygodniu rząd ma podać ją do publicznej wiadomości.
Pojawiły się już przecieki na temat niektórych części tego kontrowersyjnego planu, z których wywnioskować można, że stanowisko Rosji będzie naprawdę bezwzględne.
W dokumencie znajdujemy na przykład stwierdzenie: "Nie jest wykluczone, że walka o surowce naturalne będzie musiała być prowadzona w sposób militarny".
Zdaje się, że zamiary rosyjskiego państwa, którego teren prawie w jednej trzeciej leży na północ od koła podbiegunowego, uzasadniają obawy zachodnich państw bezpośrednio graniczących z Arktyką.
Słowiańska potęga atomowa zapowiada, że już niedługo pokaże, do kogo należy władza nad lodową krainą.
Im bardziej kurczy się pokrywa lodowa Arktyki, tym więcej uwagi zaczynają jej poświęcać graniczące z nią państwa.
Jeszcze na tydzień przez przekazaniem swojego urzędu następcy prezydent Stanów Zjednoczonych George W. Bush przedstawił plan strategiczny dla regionu wokół bieguna północnego.
Kanada, Dania i Norwegia również uruchomiły własne inicjatywy.
W listopadzie pojawiła się nawet zapowiedź Unii Europejskiej, że zaczyna ona prowadzić własną politykę w obszarze Oceanu Arktycznego.
"Nasza Arktyka i nasze niedźwiedzie"
Rządowa "Rossijskaja Gazieta" przygotowuje społeczeństwo rosyjskie na sytuację, w której "walka o Arktykę przyczyni się do nowego podziału sił w świecie".
Deputowany rosyjskiego parlamentu Artur Czilingarow - moskiewski ideolog podboju Arktyki - zawarł swoją teorię w jednym krótkim zdaniu:
"Naszej Arktyki nie oddamy nikomu!"
W sierpniu 2007 roku z inicjatywy Czilingarowa zdalnie sterowana łódź podwodna wbiła maszt z rosyjską flagą w dno morza na biegunie północnym na głębokości 4261 metrów. Teraz deputowany chce w przeciągu jednego roku przedstawić Organizacji Narodów Zjednoczonych dowody na to, że biegun należy wyłącznie do Rosjan.
Tych z Zachodu, którzy mają na ten temat inne zdanie, ostrzega:
"Jeżeli to prawo nie zostanie uznane, Rosja wystąpi z Konwencji Prawa Morza".
W całej tej narodowej euforii politolog Aleksander Dugin - będący znanym ideologiem neoimperialnego mocarstwa rosyjskiego - zupełnie traci orientację w świecie przyrody:
"Sens naszego istnienia polega na rozszerzaniu rosyjskiej przestrzeni. Szelf należy do nas. Na Arktyce żyją niedźwiedzie polarne - rosyjskie niedźwiedzie polarne. Żyją tam też pingwiny - rosyjskie pingwiny".
Co prawda pingwina na Arktyce nie widziano jeszcze nigdy, ale z pewnością rosyjskie "lodowe królestwo" kryje ogromne ilości bogactw naturalnych.
Udział arktycznej części Rosji w produkcie krajowym brutto już dzisiaj wynosi 11 procent, a w krajowych wpływach z eksportu - 22 procent.
Zamierzone rozciągnięcie rosyjskiej granicy północnej o przynajmniej 150 mil i powiększenie jej terytorium o 1,2 mln kilometrów kwadratowych, czyli o powierzchnię trzykrotnie większą niż Niemcy, to dla Rosji szansa na zagarnięcie ogromnych terenów z potężnymi zasobami surowców naturalnych.
Owa energetyczna "kopalnia złota" była też tematem wystąpienia rosyjskiego wiceministra środowiska i zasobów naturalnych Siergieja Donskoja podczas konferencji "Arctic Frontiers" w północnonorweskim mieście Tromso, gdzie w ubiegłym tygodniu spotkało się kilkuset naukowców, polityków i ekonomistów.
"Spodziewamy się, że na Arktyce spoczywają złoża ropy naftowej i gazu ziemnego, odpowiadające około 20 procent rosyjskich rezerw" - powiedział Donskoj, konkretyzując rosyjski program podboju Arktyki.
W najbliższym czasie Morze Barentsa i Morze Karskie mają zostać poddane geologicznej ekspertyzie. Podejrzewa się, że pod dnem obu zbiorników wodnych znajduje się od 2 do 4 dużych pól naftowych i gazowych.
Jak podsumował minister środowiska i inżynier przemysłu naftowego, tamtejsze złoża to według szacunków 3,3 mld ton ropy naftowej i do 5 bln m3 gazu.
Złoto Arktyki
Hervé Madeo, wicedyrektor konsorcjum energetycznego, które pod przywództwem rosyjskiego Gaspromu eksploatuje złoże gazowe Sztokman pod Morzem Barentsa, twierdzi, że gaz z polarnego szelfu Rosji popłynie już w roku 2013 lub 2014.
"To jedno z największych złóż na świecie i jedyne takie w Rosji" - tłumaczy.
Mimo kryzysu gospodarczego przygotowania do rozpoczęcia odwiertów posuwają się dynamicznie do przodu.
"Potencjał tego złoża jest tak duży, że wzloty i upadki światowej gospodarki nie mają tu żadnego wpływu" - twierdzi wicedyrektor Sztokmana Madeo.
Pole gazowe pod Murmańskiem mogłoby również stać się kamieniem milowym w procesie eksploatacji złóż surowców Północy.
Norweskiego kontradmirała Tronda Gryttinga sprowokowało to do sarkastycznych komentarzy podczas wygłoszonego przez niego w Tromso wykładu "Od zimnej wojny do gorącej Arktyki":
"Mamy mnóstwo surowców naturalnych, liczne wojsko i niewyjaśnioną sprawę przebiegu granicy. To z pewnością nie jest optymalna sytuacja do zachowania pokoju."
Wprawdzie podczas swojego wystąpienia Grytting wyświetlał zdjęcia szefa norweskiej floty wymieniającego gesty przyjaźni z rosyjskimi kolegami, jednak nie omieszkał też wspomnieć o lotach rosyjskich samolotów rozpoznawczych wzdłuż wybrzeży Norwegii.
W stosunkach ze wschodnim sąsiadem Norwegów nurtują trzy otwarte kwestie terytorialne. Wystarczy spojrzeć na ekrany radarów, żeby zauważyć, że w ostatnim czasie rosyjska armia zaczęła dużo intensywniej zaznaczać swoją obecność na Oceanie Arktycznym.
"Musimy uważać, żeby prawidłowo zrozumieć rosyjską doktrynę" - ostrzega Grytting.
"Armia powinna wspierać państwo w osiąganiu celów dotyczących regionów leżących wzdłuż jego granic."
Nie jest tajemnicą, że celem Moskwy jest ekspansja terytorialna: Rosja już w 2001 roku w Komisji ds. Granic Szelfu Kontynentalnego (CLCS) - gremium naukowców przy ONZ - zgłaszała pretensje do większej mocy decyzyjnej w kwestiach dotyczących terytorium Oceanu Arktycznego.
Aby osiągnąć swoje cele, Moskwa musi przedstawić wystarczającą ilość dowodów, że należący do ich państwa szelf kontynentalny istotnie rozciąga się na przestrzeni 200 mil morskich. Przy pierwszej próbie Rosjanie zostali odprawieni z kwitkiem, a CLCS zażądała dalszych geologicznych dowodów.
Czy miłośnik Arktyki Artur Czilingarow dotrzyma swoich wielkich obietnic i zdoła zebrać wszystkie wyniki badań i inne materiały dowodowe jeszcze w tym roku?
Powątpiewają w to nawet sami Rosjanie...
"Tu nie wystarczy wiaderko z osadem" - ironizował w Tromso Leopold Lobkowskij z Petersburskiego Instytutu Oceanologii.
Istnieje więc możliwość, że w najbliższych latach bronią Rosji w wojnie o Arktykę pozostanie jedynie agresywna retoryka.
Matthias Schepp i Gerald Traufetter
Źródło: Der Spiegel
Gazeta.pl, 05.02.2009
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80281,6235566,Boj_Rosji_o_Arktyke.html