 |
|
Prezydent elekt Barack Obama z rodziną
Fot. JIM BOURG REUTERS
|
| |
W tygodniu, w którym Ameryka wybrała pierwszego afroamerykańskiego prezydenta, jedną z najczęściej komentowanych wiadomości na stronie internetowej "New York Times" był składający się z 475 słów artykuł o czerwono-czarnej sukience Narciso Rodrigueza, którą miała na sobie żona prezydenta elekta w czasie przemówienia wygłoszonego tuż po ogłoszeniu jego zwycięstwa w wyborach.
Narodowa fascynacja tego typu powierzchownym szczegółem o Michelle Obamie "jest nieco głupia, ale również taka, której trudno jest się oprzeć", powiedziała Curtis Sittenfeld, popularna autorka Amerykańskiej żony (American Wife), powieści luźno opartej na życiu Laury Bush.
- Pierwsza Dama jest zawsze obserwowana z dużym zainteresowaniem, a sądzę, że ona (pani Obama) będzie nawet baczniej obserwowana - dodała.
Pierwsza Dama zajmuje dziwną pozycję w amerykańskim życiu, od razu na piedestale i pod mikroskopem. Jej mąż jest czołowym politykiem kraju, a jej głównym zadaniem jest pomagać mu w wypełnianiu obowiązków. Ale musi zawsze pamiętać, że nie piastuje urzędu z wyboru i nie sprawuje niezależnej władzy politycznej.
Jest główną ceremonialną kobietą – dosłownie Pierwszą Damą – w kraju ciągle niepewnym co do właściwej roli kobiety w życiu publicznym i prywatnym.
Jeśli zdarzyło się, że jest Afroamerykanką, jest symbolem swojej rasy. No i do tego musi być w stanie wybrać dokładnie odpowiedni strój na każda okazję.
Pani Sittenfeld spekuluje, że okres kształtowania osobowości pani Obama, kiedy była ona członkiem etnicznej mniejszości w elitarnych instytucjach – od "magnetycznej" szkoły ogólnokształcącej w Chicago po Uniwersytety Princeton i Harvard – może być jednym z powodów, że wydaje się być kompetentną w swojej nowej wyraźnie widocznej roli.
- To zjawisko, kiedy jest się nadmiernie analizowanym, a ludzie postrzegają wszystkie twoje zachowania jako symboliczne jest prawdopodobnie czymś czego doświadczała przez większą część swego życia, z pewnością w większym wymiarze aniżeli większość pierwszych dam.
 |
|
Prezydent elekt Barack Obama z rodziną
Fot. JIM BOURG REUTERS
|
| |
Jednym z najbardziej myślących publicznych analityków Michelle Obamy jest jej mąż.
W Zuchwałości nadziei (The Audacity of Hope), Barack Obama przedstawia ją jako "bystrą, zabawną i na wskroś czarującą".
Kiedy, obecnie 44 letnią, spotkał ją dwadzieścia lat temu – była jego doradcą w Sidley Austin, korporacyjnej firmie prawniczej – tym co natychmiast go uderzyło, był jej wzrost.
- Jest również bardzo piękna, chociaż nie w sposób, który mężczyźni znajdują zastraszającym, a kobiety odrzucającym; jest cudowną matką i zapracowaną profesjonalistką - opisuje żonę.
Podczas wyczerpującej kampanii, prezydent elekt zaczął być nazywany "No-Drama Obama", z racji swojego spokojnego usposobienia. Taką samą cechę posiada również jego żona.
- Twardo stąpa po ziemi, działa uspokajająco – tak określa ją Harold Ford, wyższy urzędnik banku inwestycyjnego, były kongresmen i zwolennik Obamy.
- Nie pozwala aby wzloty wznosiły się zbyt wysoko, a upadki spadały zbyt nisko.
Ciężko pracująca, posiadająca zawodowe sukcesy, pani Obama jest również wytworem swojej rodziny i społeczności.
Po ukończeniu uniwersytetu powróciła do rodzinnego Chicago, w którym mieszka do chwili obecnej.
Ona i jej starszy brat Craig wychowani byli w małym parterowym domu w południowej części miasta przez niepracującą zawodowo matkę, Marian Robinson i ojca, Frasera, operatora pomp w miejskim dziale wodnym.
"Radość panująca w domu Robinsonów", która była jedynie zakłócona przez stwardnienie rozsiane, na które chorował pan Robinson, była częścią atrakcyjności Michelle dla dwuetnicznego Baracka w większości wychowywanego bez ojca.
Udział w życiu rodzinnym Robinsonów, jak przyznaje Obama, "wzbudził tęsknotę za stabilizacją i poczuciem miejsca – uczuciami, które posiadałem, ale z istnienia których nie zdawałem sobie sprawy".
 |
|
Michelle Obama z córkami
Foto: AFP
|
| |
Aż do kampanii prezydenckiej pani Obama zawsze pracowała poza domem, porzuciwszy po trzech latach stanowisko radcy prawnego dla stanowiska, które, jak czuła, bliższe będzie jej społeczności lokalnej; przeniosła się z biura burmistrza i zajęła się prowadzeniem organizacji pozarządowej, ostatnio była wiceprezydentem ds. społecznych i zewnętrznych w University of Chicago Hospitals.
Ale dbanie o własną rodzinę, a zwłaszcza wychowywanie dwóch córek, dziesięcioletniej Malii i siedmioletniej Sashy było dla niej zawsze sprawą najważniejszą.
- Córki są jej pierwszą myślą, kiedy się budzi rano i ostatnią kiedy wieczorem zasypia - twierdzi jej polityczna zwolenniczka i przyjaciółka Judy Byrd-Blaylock.
John Rogers, wybitny zarządca funduszu inwestycyjnego z Chicago, który znał rodzinę Robinsonów od czasu kiedy on i Craig razem grali w drużynie koszykówki w Princeton, powiedział, że utrzymanie "prawdziwie zdrowego stylu życia dzieci" będzie priorytetem, kiedy Obamowie przeniosą się do Waszyngtonu.
- Myślę, że Biały Dom będzie radosnym rodzinnym miejscem - dodał.
Wspominał o nastroju, który panował w ich apartamencie w Springfield, Illinois dwa lata temu kiedy senator Obama rozpoczynał kampanię prezydencką: "Uderzyło mnie, że wszędzie biegały dzieci, było ich wszędzie pełno. Obamowie chcieli dopilnować, żeby to było wielką przygodą nie tylko dla nich, ale również dla ich dzieci".
Pogodzenie pracy, rodziny i polityki nie zawsze było łatwe w rodzinie Obamów.
W swojej autobiografii prezydent elekt pisze, że zanim urodziła się Sasha "żona ledwo powstrzymywała gniew w stosunku do mnie".
Wspomina dalej: "zostałem narażony na niekończące się negocjacje o każdy szczegół dotyczący prowadzenia domu, długie listy rzeczy, które musiałem zrobić albo których zapomniałem zrobić i ogólnie niezbyt przyjazne nastawienie".
Są to dyskusje dobrze znane wielu amerykańskim rodzinom, gdzie oboje małżonkowie robią karierę.
Lynette Clemetson, główna redaktor strony internetowej skupionej na sprawach Afroamerykanów - The Root, powiedziała, że jednym z priorytetów pani Obamy jako Pierwszej Damy będzie skoncentrowanie się na dylemacie równowagi pomiędzy życiem zawodowym a życiem osobistym, zwłaszcza na wyzwaniach, przed którymi stoją żony wojskowych.
Ale pomimo całej swojej siły pani Obama wyraźnie nie poszukuje niezależnej roli politycznej tak, jak w kontrowersyjny sposób robiła to ostatnia prawniczka Ivy League (stowarzyszenia ośmiu elitarnych uniwersytetów amerykańskich) która była Pierwszą Damą – Hillary Clinton.
W drugim akapicie opisujący żonę Barack Obama beznamiętnie twierdzi: "Michelle nigdy nie zajęłaby się polityką".
Stwierdza, że jest tak, ponieważ "nie ma cierpliwości". Ale to również rozsądna decyzja podjęta przez kobietę. Jej mąż, ona i ich rodzina, będą mieli trudną drogę do przejścia bez dodatkowego potencjalnego publicznego punktu zapalnego.
Przez sam fakt zamieszkania w Białym Domu, pani Obama będzie tworzyła polityczną historię i przekazywała potężne polityczne przesłanie.
- Ciągle żyjemy w czasach, kiedy obowiązuje wzór wysokiej, brązowoskórej kobiety jako modelu piękna i osiągnięć - stwierdziła pani Clemetson.
- W dalszym ciągu, za każdym razem reaguję bardzo emocjonalnie, kiedy widzę zdjęcia Michelle Obamy, zwłaszcza gdy jest na nich ze swoimi córkami. Uderza mnie fakt, że te trzy czarne kobiety będą mieszkały w Białym Domu i nie będą tam gotowały ani nie będą tam sprzątały. One będą tam mieszkały.
Chrystia Freeland
Financial Times, 08.11.2008
http://ft.onet.pl/10,16958,michelle_obama_-_kobieta_z_pierwszych_stron_gazet,artykul.html