
Wyniki eksporterów zakrawają na cud. Od 2000 r. sprzedaż zagraniczna wzrosła trzykrotnie. Tylko w ciągu ostatnich czterech lat podwoiła swoją wartość, chociaż złoty w tym czasie umocnił się o 25 proc., a to przecież potężny kłopot dla firm, bo oznacza, że za sprzedane za granicą towary w przeliczeniu na złote dostają mniej pieniędzy.
Żyj z mocnym złotym
Pytani przez NBP eksporterzy wymieniają kurs walutowy i jego wahania jako najważniejszą barierę swojej działalności. Wczoraj po południu kurs euro spadł do niespełna 3,52 zł. Stało się tak, bo Rada Polityki Pieniężnej dzień wcześniej podniosła stopy procentowe i jasno zapowiedziała kolejne podwyżki. Kapitał chętnie płynie do Polski, bo tu ma szanse na zyski, przy stosunkowo niskim ryzyku inwestycyjnym i dobrej kondycji gospodarki.
Zdaniem ekonomistów powinniśmy się nauczyć żyć z mocnym złotym. Przez większość ubiegłego roku notowania euro były dość stabilne, kształtowały się w granicach 3,7-3,8 zł. Od września rozpoczęło się wyraźne umocnienie, które trwa do dziś.
Według prof. Andrzeja Sławińskiego z Rady Polityki Pieniężnej nasza waluta w naturalny sposób się umacnia. - Wydajność w polskiej gospodarce rośnie szybciej niż w strefie euro. To samo odnosi się do tempa wzrostu gospodarczego. Umacnianie się kursu jest efektem naszego doganiania zamożnych krajów Europy Zachodniej - mówił w wywiadzie dla "Gazety".
Teraz pod górkę
Obecnie średnio 6,3 proc. eksportu jest nieopłacalne. A 22 proc. firm mówi, że dokłada przynajmniej do części kontraktów zagranicznych.
W tym roku eksporterzy będą musieli sobie radzić z ceną euro - zapewne niższą jeszcze o kilkadziesiąt groszy. Wielu analityków spodziewa się, że na koniec roku euro będzie kosztowało 3,3-3,4 zł.

- Dopóki spadek kursu euro nie będzie gwałtowny, eksporterzy sobie poradzą. Będą płakać, ale sobie poradzą. Już od dawna podawany przez nich graniczny kurs opłacalności eksportu obniża się wraz z kursem rzeczywistym - uspokaja Radosław Bodys, ekonomista londyńskiego oddziału banku Merrill Lynch.
To w dużej części zasługa samych przedsiębiorców. Kilka lat temu, gdy popyt w kraju był niezwykle niski, nie siedzieli z założonymi rękami, lecz reformowali swoje firmy - cięli koszty, zmieniali ofertę, szukali nowych rynków zbytu. Najbardziej nowoczesne, zrestrukturyzowane przedsiębiorstwa doskonale znalazły sobie miejsce na rynkach zagranicznych.
Ekonomiści prognozują jednak, że w tym roku eksport nie będzie już rósł tak szybko jak w zeszłym. - Gospodarka europejska słabnie. Przy poprzednim spowolnieniu skorzystaliśmy, bo zachodni odbiorcy szukali tańszych odpowiedników, które mogliśmy im dostarczyć. Pytanie, czy teraz kurs złotego pozwoli być tym tańszym - zastanawia się Maciej Reluga, główny ekonomista Banku BPH.
Jacek Wiśniewski z Raiffeisen Banku zwraca uwagę na to, że dodatkowo eksporterów dotyka bolączka wszystkich polskich firm - wysokie żądania płacowe. - Dlatego myślę, że w tym roku wzrost eksportu może być już jednocyfrowy i wyniesie 7 proc. - prognozuje Wiśniewski. Optymiści są zdania, że uda się osiągnąć 12-proc. wzrost.
Zagraniczni inwestorzy to jest to
Firmy są jednak w bojowym nastroju. Zelmer, producent drobnego sprzętu AGD chce poważnie zaistnieć na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. - Najbardziej perspektywiczna jest Rosja, ale prowadzimy kampanie telewizyjne w Czechach i na Słowacji. Do 2010 r. chcemy podwoić wartość eksportu - ujawnia prezes Janusz Płocica.
Krzysztof Marczewski z państwowego Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur przypomina, że eksport z Polski w znacznym stopniu kreują inwestorzy zagraniczni. Stanowią oni 30 proc. eksporterów, natomiast odpowiadają za 65 proc. sprzedaży za granicę.
- Tych inwestycji zorientowanych na eksport przybywa. Wraz z uruchomieniem nowej fabryki pojawia się spory skok eksportu, a deklaracje kolejnych inwestorów dają nadzieję na podtrzymanie przyzwoitych wyników - mówi Marczewski.
Przykładem jest Indesit, który w tym roku w Polsce zbuduje dwie nowe fabryki (dwie już ma). Do tej pory ponad połowa pralek, kuchenek czy zmywarek trafiała za granicę, a eksport wzrósł w ubiegłym roku aż o 37,5 proc. - Przewidujemy, że w roku bieżącym wyprodukujemy około 2,9 mln sztuk sprzętu AGD. W ubiegłym roku były to 2 mln sztuk. Większość zostanie przeznaczona na eksport - mówi Marco Zini, dyrektor regionalny Indesit Company Polska.
Co ciekawe, bycie częścią międzynarodowej korporacji wcale nie gwarantuje lepszych wyników finansowych. Dane GUS pokazują, że w przypadku najbardziej wyspecjalizowanych eksporterów (którzy wysyłają więcej niż połowę produkcji na eksport) lepsze wyniki mają firmy z kapitałem polskim.
Lepiej stać na dwóch nogach
Choć zyskowność eksporterów jest wciąż sporo wyższa niż ogółu firm (średnio 5,72 proc. wobec 5,21 proc.), to rosnące dochody Polaków sprawiają, że dziś w kraju robi się coraz lepsze interesy. - Silny popyt, który mamy w kraju, może zapewnić coraz lepszą opłacalność. Rachunek ekonomiczny podpowiada więc, aby rezygnować z części eksportu i sprzedawać w kraju - mówi Krzysztof Marczewski.
Według jego badań w 2007 r. na taki krok zdecydowało się 14 proc. firm (17 proc. spośród producentów żywności). - Eksportujemy 60 proc. produkcji. Jednak w tym roku będziemy starali się mieć więcej polskich klientów. Opłacalność eksportu i sprzedaży w kraju w ubiegłym roku wyrównała się, w tym roku eksport może wypadać gorzej - potwierdza Kamila Rejmak, dyrektor ds. sprzedaży w GM Records, firmie tłoczącej płyty CD i DVD. - Jednak rynek polski jest za mały, by firma przestała interesować się zagranicą - zastrzega.

Inni starają się stawiać na produkty, na których można uzyskać wyższe marże. - Mimo coraz tańszego euro rentowność naszego eksportu się poprawia, bo rozwijamy sprzedaż pod własną marką - mówi Janusz Płocica, prezes Zelmera. Dziś jedna trzecia produkcji jest skierowana na eksport, z czego już mniejszość na zamówienie innych producentów.
Wojciech Warski, prezes firmy informatycznej Softex Data, przyznaje, że dla niego kurs nie jest poważnym problemem. - Sprzedajemy myśl techniczną. Robimy oprogramowanie do cyfrowych systemów monitoringu na indywidualne zamówienia. Mamy wyższe marże i możliwość negocjacji kontraktu - wyjaśnia. Przyznaje jednak, że z powodu słabych notowań dolara już nawet z klientami amerykańskimi rozlicza się w euro.
Wszyscy zgodnie przyznają, że tańszy import komponentów do produkcji, nowych maszyn, surowców poprawia ich rachunek ekonomiczny. Z badań Instytutu Konsumpcji wynika jednak, że choć kurs jest coraz bardziej kłopotliwy, to chęć do stosowania zabezpieczeń przed ryzykiem - nawet tych najprostszych - nie zwiększa się.
Firmy mają za to nadzieję, że po przyjęciu przez Polskę euro będzie im łatwiej działać. - Najważniejsza jest eliminacja kosztów transakcyjnych i ryzyka walutowego, mówi o tym 75 proc. pytanych firm. Nie myślą natomiast o tym, że euro da im większe możliwości ekspansji na nowe rynki. O to dbają sami - kwituje Krzysztof Marczewski.
Patrycja Maciejewicz
Źródło: Gazeta Wyborcza
29.02.2008
http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,69866,4974717.html