W styczniu 1994 roku studenci uniwersytetu w Stanford Jerry Yang (na zdjęciu) i David Filo założyli stronę internetową o nazwie "Jerry's Guide to the World Wide Web". Chcieli ułatwić dostęp do informacji zgromadzonych w raczkującym jeszcze wtedy Internecie. Pomysł był prosty: zbudujmy uporządkowany katalog tematyczny.
 |
| Jerry Yang |
Dziesięć lat później roku potężny portal już pod nazwą Yahoo! zdecydowało wprowadzić opłaty za dodanie nowej strony do katalogu. W 2005 roku Jerry Yang wydał chińskim oprawcom dziennikarza walczącego o prawa człowieka. Zgodził się też na cenzurowanie informacji w chińskiej wersji swojego portalu.
Dzisiaj Microsoft, nielubiany przez internautów na całym świecie monopolista, zaproponował przejęcie Yahoo! za 44,6 miliarda dolarów. To ostateczny upadek młodzieńczych ideałów. Czy zamiast łatwego dostępu do informacji dostaniemy zamknięty monopol?
Niegrzeczni chłopcy
Według jednej z wersji nazwa Yahoo! zaczerpnięta z "Podróży Guliwera" Jonathana Swifta. Twórcom serwisu w 1994 roku podobało się bycie "niegrzecznym, nieskomplikowanym i nieokrzesanym", jak bohater powieści w języku Liliputów.
Rozwój Yahoo! wymusił jednak całkowitą zmianę wizerunku firmy. Po roku funkcjonowaniu Yahoo! miało już milion odsłon - w tamtych czasach to był szczyt popularności. Dlatego w marcu 1995 Yang i Filo założyli spółkę, a następnie przy pomocy inwestorów z funduszu Sequoia Capital wprowadzili Yahoo! na giełdę. Podczas debiutu sprzedano 2,6 mln akcji po 13 dolarów każda. Łącznie uzyskano 33 mln dolarów.
Yahoo! - król pierwszej bańki internetowej
W czasach gdy właśnie zaczynała rosnąć pierwsza bańka internetowa Yahoo! z katalogu przekształciło się w portal, od 1997 roku oferując także usługę e-mail. Ofertę poszerzano kupując platformę gier online, firmę Yoyodyne Entertainment, zajmującą się marketingiem bezpośrednim, oraz Geocities oferujący hosting stron internetowych.
Portal przestawał być dobrotliwy. Yahoo! wymagało np. zgody twórców stron z Geocities zrzeczenia się własności do materiałów zamieszczonych na korporacyjnych serwerach.
3 stycznia 2000 akcje Yahoo osiągnęły rekordowy poziom 475 dolarów za sztukę. Spółka zdobywała kolejne rynki. 19 stycznia Yahoo Japan było najpopularniejszym walorem na giełdzie przekraczając obrót 100 000 000 jenów. Wartość transakcji tego dnia wyniosła 962 140 dolarów.
W czerwcu 2000 roku Yahoo podpisało umowę z Google wprowadzając na stałe dominującą dziś wyszukiwarkę internetową testowaną na yahoo.com od 1999 roku.
Upadek giganta
Wtedy nastąpiło załamanie rynku internetowego. Yahoo! przetrwało kryzys, lecz jego akcje spadły do najniższego poziomu w historii. 26 września akcje Yahoo! sprzedawano za 4,06 dolara. Firma szukając twardego gruntu rozpoczęło pracę nad zapewnianiem szerokopasmowego dostępu do Internetu, pragnąc powtórzyć strategię America Online.
Ze względu na rosnące zagrożenie ze strony konkurenta Google, stworzonego przez siebie potwora, Yahoo! zdecydowało się na przejęcie firmy Inktomi i zaimplementowanie jej wyszukiwarki w portalu.
Odpowiadając na Gmail - pocztę e-mail od Google Yahoo w 2004 roku rozbudowało swoje Yahoo Mail oraz uruchomiło komunikator Yahoo IM kompatybilny z dominującym na rynku standardem MSN Messenger.
Yahoo 2.0
W 2005 roku Yahoo zdecydowało się także na wejście w nurt Web 2.0.
W ofercie firmy są teraz serwisy takie jak flickr (zdjęcia), Yahoo Launchcast (muzyka), blo.gs (agregator RSS), Yahoo 360 (serwis społecznościowy), Upcoming (kalendarz wydarzeń) oraz ikona Web 2.0 serwis del.icio.us (umożliwiający przechowywanie i dzielenie się adresami ulubionych stron internetowych).
Jednak wszystkie te działania nie są w stanie wyprowadzić Yahoo z kryzysu. Zyski firmy spadły z 269 mln USD w 2006 do 206 mln w 2007. Aż 88 proc. przychodów pochodzi z usług marketingowych, Yahoo! wciąż ma problem z dywersyfikacją i... dobrym imieniem.
Współpraca z chińskim rządem
Od czasów sympatycznego katalogu pomagającego wszystkim na znalezienie informacji w sieci, Yahoo! przeżyło kilka poważnych wstrząsów związanych z kontrowersyjnymi decyzjami firmy.
Pierwszą było wprowadzenie opłat za dodanie i wyróżnienie w katalogu. Płatne wpisy nie są odróżnione od zwykłych w wynikach wyszukiwania (tak jak to ma miejsce w Google). Natomiast nieograniczone dodawanie stron bez opłat może utrudniać dostęp do niektórych informacji. Ta polityka jest zaprzeczeniem pierwotnego celu Yahoo! przyjaznego internautom katalogu.
Drugi duży kłopot to oskarżenia o reklamowanie programów spyware (oferujących jakąś usługę, lecz po zainstalowaniu wysyłających prywatne informacje z komputera użytkownika). Reklamy takie są lukratywne, więc kiedy Yahoo! ma kłopoty finansowe, prawdopodobnie ich ilość rośnie.
Największa afera dotknęła Yahoo! w związku ze współpracą z chińskim rządem. Państwo Środka to najważniejszy obszar ekspansji wielkich internetowych Koncernów. Yahoo! miał pomóc Chińczykom w skazaniu na 10 lat więzienia dziennikarza Shi Tao, oskarżonego o ujawnianie tajemnic państwowych zagranicznym organizacjom. Chodziło o zapisy chińskiej cenzury wystawione przed rocznicą masakry na placu Tienanmen wysłane za pomocą poczty Yahoo! do organizacji Asia Democracy Forum. Yahoo zaprzecza, ale reputacja legła w gruzach.
Oburzeni internauci wzięli firmę na celownik. Wykryto kolejną aferę związaną z chińskim dysydentem Li Zhi. Tym razem Yahoo! nie udało się obronić przed oskarżeniami. Współpraca z rządem w Pekinie stała się faktem.
Trzecim Chińczykiem wydanym władzom przez Yahoo był aresztowany w 2002 roku Wang Xiaoning. Za pośrednictwem Yahoo Group prowadził dziennik, w którym nawoływał do demokratyzacji ChRL. W zeszłym roku żona dysydenta złożyła pozew przeciwko Yahoo! Proces przed amerykańskim sądem w San Francisco trwa. Proces w tej sprawie wytoczyła Yahoo także organizacja Human Rights Watch. Firma została też poddana ostrej krytyce w amerykańskim Kongresie.
Czy wyjdą dobrze na fuzji?
Połączenie firmy z Microsoft może pomóc wyjść spółce z kryzysu finansowego, jednak na pewno nie poprawi jej wizerunku. Producent Windows budzi kontrowersje znacznie większe niż Yahoo!, mimo iż nie ma na sumieniu życia żadnego chińskiego dysydenta, a jedynie codzienne małe problemy każdego użytkownika najpopularniejszego systemu operacyjnego na świecie.
Co zyskają obie firmy, jeśli faktycznie dojdzie do przejęcia? Microsoft wreszcie zdominuje internet. Według serwisu Alexa.com Yahoo! jest najpopularniejszą witryną w sieci. Z kolei należące do koncernu z Redmond live.com i msn.com zajmują kolejno czwarte i piąte miejsce (głównie dzięki bezpłatnej promocji w wyszukiwarce Internet Explorer i odtwarzaczu Windows Media Player). Microsoft dysponuje dziesiątkami miliardów dolarów kapitału, który wbrew pozorom nie jest łatwo sensownie wydać.
Yahoo! będzie mogło wprowadzać swoje aplikacje do milionów komputerów. Jeszcze lepiej rysuje się wizja współpracy na rynku urządzeń mobilnych. Yahoo! Go to udana, według ekspertów, aplikacja, która może konkurować z mobilnymi propozycjami Google. Tymczasem Microsoft rozwija swój Windows Mobile - wspólnie mogą oferować konkurencyjne oprogramowanie dla smartfonów i PDA.
Także zasoby posiadane przez Yahoo! na serwisach takich jak Flickr czy Launchcast mogą świetnie uzupełniać ofertę Microsoftu i pozwolić na rywalizację zarówno z Apple jak i z Google.
Obie firmy miały do tej pory problem z dywersyfikacją przychodów, teraz obie będą się uzupełniać. Przyjęcie oferty z Redmond jest więc dla akcjonariuszy Yahoo! wyjątkowo korzystne, zwłaszcza, że CEO Microsoftu Steve Ballmer proponuję cenę za akcję o 62 proc. wyższą niż rynkowa w chwili jej złożenia (31 stycznia 2008 przed otwarciem sesji).