Ekonomiści ankietowani przez "Rz" niemal jednogłośnie szacują wzrost przychodów na 8 - 9 proc. -To bardzo prawdopodobny szacunek, choć oczywiście błąd w granicach 1 proc. PKB, czyli 2 - 2,5 mld zł jest dopuszczalny - podkreśla Wojciech Misiąg, ekspert Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Ministerstwo Finansów uważa jednak, że przychody mogą być niższe od 280 mld zł.
Szybki wzrost, wyższe przychody
Wyższe przychody to głównie zasługa dynamicznego rozwoju gospodarki. Budżet państwa na 2008 rok będzie planowany przy założeniu, że wzrost gospodarczy sięgnie 5,5 proc. PKB, a inflacja wyniesie 2,3 proc. - Wpływy budżetowe rosną trochę bardziej niż PKB, co oznacza, że na 1 proc. PKB przypada 1,3 proc. wzrostu dochodów budżetowych -wyjaśnia prof. Andrzej Wernik z Akademii Finansów. - Przyjmując, że wzrost gospodarczy wyniesie 5,5 proc. PKB, możemy liczyć na wzrost dochodów rzędu 20,6 mld zł -dodaje.
Podobnie wyglądają prognozy głównego ekonomisty Banku BPH Ryszarda Petru. - Patrząc na to, co dzieje się w tym roku, w przyszłym do założonych w ustawie budżetowej dochodów będzie można doliczyć 20 - 30 mld zł -uważa.
Zachowawczy resort finansów
Wiceminister finansów Katarzyna Zajdel-Kurowska studzi zapały ekonomistów. - Musimy wziąć pod uwagę fakt, że w 2008 roku nie będzie wypłaty z zysku NBP za 2007 rok, o czym bank już poinformował. A w tym roku wpłata ta ma sięgnąć 2,4 mld zł -wyjaśnia wiceminister. - Niższe mogą być też wpłaty z dywidend, bo firmy mogą przeznaczyć pieniądze z zysku na inwestycje. W 2007 roku założono, że z tytułu dywidend do budżetu państwa wpłynie4 mld zł. Wiceminister Zajdel-Kurowska nie chciała jednak podać szacunków resortu. -Trwają wyliczenia, oficjalne założenia do przyszłorocznego budżetu ogłosimy w połowie czerwca -dodała.
Profesor Andrzej Wernik nie dziwi się ostrożności resortu finansów. - Wyliczenia ministerstwa muszą być bardziej pesymistyczne, bo apetyty koalicjantów są zbyt duże -mówi.
Budżet pełen stałych
W 2007 roku, według założeń rządu, dochody państwa sięgną 228,9 mld zł. Jeśli szacunki ekonomistów tylko te najbardziej pesymistyczne okazałyby się trafne, w przyszłorocznym budżecie wpływy wyniosłyby około 250 mld zł. Dodając do tego kwotę deficytu, który najprawdopodobniej pozostanie na tegorocznym poziomie30 mld zł, do rozdysponowania byłoby 280 mld zł. Ponad 70proc. tej kwoty stanowią jednak wydatki sztywne, których nie można ruszyć. - Może się okazać, że odsetek ten będzie nawet wyższy, ponieważ z roku na rok rosną nakłady na obsługę długu publicznego, subwencje, koszty utrzymania sfery budżetowej -wyjaśnia prof. Wernik.
Wicepremier Przemysław Gosiewski już zapowiedział zwiększenie nakładów na służbę zdrowia, należy się też spodziewać wzrostu płac w sferze budżetowej.
Apetyt nie do zaspokojenia
Ale nawet 280 mld zł do wydania nie zaspokoi apetytu koalicjantów. LPR i Samoobrona mają kilka kosztownych pomysłów na skonsumowanie owoców wzrostu. Zdaniem ekonomistów jednak koszty ewentualnej ich realizacji z pewnością nie zmieszczą się już w planie wydatków państwa. -Rachunki, które koalicjantom wystawiają poszczególne grupy zawodowe, są dwa razy wyższe od tego, co rząd mógłby im zaproponować -wyjaśnia profesor Jerzy Osiatyński z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN. -Jedno z drugim się nie składa.
Profesor dodaje, że realizacja pomysłów koalicjantów jest niemożliwa z jeszcze jednego ważnego powodu. Polska ma obowiązek obniżać deficyt finansów publicznych. Musimy zejść z poziomem deficytu poniżej 3 proc. PKB, inaczej stracimy dotacje z Funduszu Spójności, co stawia pod znakiem zapytania realizację programów budowy dróg i sprostania wymogom Euro 2012. -Dodatkowe pieniądze, jakie wpłyną do budżetu państwa dzięki wysokiemu wzrostowi gospodarczemu, to nie jest prezent, który można od razu wydać -przestrzega profesor Osiatyński. - To doskonała szansa na racjonalizację wydatków -podkreśla.
ELŻBIETA GLAPIAK
Mirosław Gronicki
| |
 |
| |
Mirosław Gronicki, były minister finansów |
| |
Przyszłoroczny wzrost dochodów państwa na poziomie 20 mld zł jest całkiem prawdopodobny. Moim zdaniem nie ma niebezpieczeństwa, że dywidendy będą niższe. To samo dotyczy podatków płaconych przez przedsiębiorstwa. Biorąc pod uwagę to, jak rosną płace, także podatek od dochodów osób fizycznych powinien być wyższy. Z VAT i akcyzą będzie podobnie. Wyższe będą również wpłaty z Unii Europejskiej. W tej sytuacji nawet gdyby dochody jednostek budżetowych pozostały na dotychczasowym poziomie, a wpłaty z zysku Narodowego Banku Polskiego nie było w ogóle, dochody państwa i tak się zwiększą. Wyborem politycznym będzie zaś, na co te pieniądze zostaną przeznaczone. Wydatki to wybór polityczny.