Rosnącą efektywność naszych przedsiębiorstw dostrzegają inwestorzy. - Każda zagraniczna firma podkreśla, że najcenniejsza w Polsce jest wydajność, jakość i kwalifikacje polskich pracowników - mówi Wojciech Szelągowski, wiceprezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. - Wydajność pracowników nie jest ograniczeniem, ale wielkim atutem przy przyciąganiu do Polski inwestycji zagranicznych.
Potwierdzają to dane GUS. Polski pracownik w firmie produkcyjnej wyprodukował w styczniu średnio aż o 12,2 proc. więcej towarów niż rok wcześniej. To oznacza, że tyle wzrosła wydajność pracy. W 2006 r. zwiększyła się o 9,6 proc., podczas gdy w 2005 r. było to ledwie 2,9 proc. Te suche statystyczne liczby cieszą ekonomistów. - Intuicja mówiłaby nam, że skoro jest ożywienie w gospodarce, skoro rośnie zatrudnienie, to wydajność powinna spadać. Tymczasem mamy solidne ożywienie, a wydajność jest na wysokim poziomie - mówi prof. Andrzej Sławiński, członek Rady Polityki Pieniężnej. Najbardziej zadowoleni mogą być oczywiście przedsiębiorcy. Skoro ilość towarów, jakie produkuje jeden pracownik, rośnie szybciej niż wynagrodzenia, dla pracodawcy spadają koszty zatrudnienia.
Zagranica reformuje naszą gospodarkę
Ekonomiści podkreślają, że rosnące możliwości pracowników są spowodowane głównie napływem nowoczesnych technologii. - Z rosnącym napływem inwestycji zagranicznych trafiają do Polski nowe wydajne technologie, nowoczesne metody zarządzania - tłumaczył prof. Sławiński. Ekonomiści uważają, że mamy w Polsce do czynienia z podobną sytuacją, jaka wystąpiła w Europie Zachodniej w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Dzięki napływowi amerykańskich inwestycji zagranicznych znacznie zmniejszyła się luka technologiczna między Starym Kontynentem i Stanami Zjednoczonymi. - Tak też będzie w przypadku Polski - uważa ekonomista prof. Dariusz Filar.
Wydajność pracowników na bardzo wysokim poziomie utrzymują wielkie międzynarodowe koncerny obecne w Polsce. Zakłady Toyoty na bieżąco porównywane są z najlepszymi fabrykami samochodów świata. - Wypadamy w tych porównaniach naprawdę dobrze - cieszy się dyrektor personalny Toyota Motor Manufacturing Poland Dariusz Banach. Jego zdaniem wysoka efektywność i świetna jakość produkcji polskich fabryk należały do najważniejszych czynników przemawiających za rozszerzaniem inwestycji japońskiego koncernu w naszym kraju. Kilka miesięcy temu Japończycy ogłosili, że wydadzą 145 mln euro na budowę nowoczesnego zakładu skrzyń biegów w Wałbrzychu.
- W trakcie negocjacji z inwestorami zagranicznymi nigdy nie spotkałem się z twierdzeniem, że wydajność pracy w Polsce jest niska. Na pewno cały czas się poprawia, ale jest wyższa niż w innych krajach - twierdzi Paweł Panczyj, prezes Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej. Przyznaje, że problem taki dotyczy byłych państwowych zakładów, które nie przeszły pełnej restrukturyzacji. W ciągu pierwszych kilku lat po przejęciu przez Whirlpoola dawnego Polaru wydajność zakładu zwiększyła się aż siedmiokrotnie.
Motywowanie wydajności
Ale nowoczesne metody produkcji i zarządzania to nie tylko domena zagranicznych przedsiębiorców. Wiele firm z rodzimym kapitałem uczy się od zachodnich konkurentów lub partnerów. - Jeśli chodzi o zwiększanie wydajności produkcji, uczymy się sporo od naszej spółki z Glasgow. Ich dział badań i rozwoju jest przed nami o trzy długości. Ale wiele zachodnich firm mogłoby się też uczyć od nas - przyznaje Przemysław Koelner, szef rady nadzorczej firmy Koelner. Wydajność pracowników działów produkcyjnych rosła we wrocławskiej firmie w ostatnich latach o 60 - 70 proc. rocznie.
Wyższą wydajność wiele firm osiąga poprzez m.in. stosowanie informatycznych systemów zarządzania. Na przykład firma Pfleiderer, dostawca dla przemysłu meblarskiego, która przed kilku laty zwalniała pracowników, teraz motywuje pracowników np. systemem wynagradzania.
W przypadku robotników do jednej czwartej pensji uzależnione jest od wyników, menedżerowie dzięki osiąganym rezultatom swoje podstawowe wynagrodzenie mogą powiększyć nawet o połowę. Grupa niespełna 30 osób z kierownictwa firmy korzysta również z programu opcji menedżerskich (związanego z notowaniami giełdowymi).
Na ostatni, trzyletni program zakończony w ubiegłym roku Pfleiderer przeznaczył 18 mln zł.
W usługach trudniej
Zdecydowanie trudniej natomiast jest zwiększać wydajność pracowników w usługach. Mniejszą rolę w tym sektorze odgrywają bowiem technologie.
Właścicielowi hotelu, restauracji, salonu fryzjerskiego czy sklepu trudno zwiększać znacząco obroty bez zatrudnienia dodatkowych pracowników. I to właśnie usługi sprawiają, że w całej gospodarce wydajność rośnie dużo wolniej niż w przemyśle.
- W całej gospodarce wydajność zwiększyła się o około 3,5 - 4 proc. - wylicza główny ekonomista PKO BP Łukasz Tarnawa.
Zdaniem niektórych ekonomistów rosnące ceny usług doprowadzą w Polsce do szybszego wzrostu inflacji, niż zakłada większość członków Rady Polityki Pieniężnej.
IGNACY MORAWSKI, ANDRZEJ KRAKOWIAK